czwartek, 9 lutego 2012

Praca

   Dzisiaj uświadomiłam sobie, że w posiadaniu pracy nie najważniejsze jest wynagrodzenie, a sam fakt tego, iż tą pracę się ma.
Ja nie mam. Bezrobocie jest fajne - przez pierwszy tydzień, dwa, ale gdy trwa już od ponad 4 miesięcy człowiek zaczyna się wk*****ć.
   Po pierwsze: co robić z czasem? Gotowanie, sprzątanie, spacery, czytanie książek, oglądanie filmów - OK, ale nie koniecznie przez 7 dni w tygodniu. Wniosek - czas przelatuje między palcami.
   Po drugie: co jest ze mną nie tak? CV i listy motywacyjne poskładane gdzie tylko można: sklepy, butiki, firmy, biura... a telefon nie dzwoni. Po co kończyć studia? zdecydowanie większe zapotrzebowanie jest na murarzy.
   Po trzecie: widziałam cudne buty - tylko za co je kupić (mniejszy problem) i gdzie je nosić, skoro do pracy nie chodzę, a przy garach w szpilkach, to jednak niezbyt komfortowo (zdecydowanie większy problem).
   Po czwarte (i najważniejsze): Panie premierze, jak żyć? Jak żyć w kraju, gdzie stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 12,5% (dla porównania: w Niemczech 6,7%,  w Szwecji około 5%, na Białorusi... uwaga 2,5%) ?  Podnieść wiek emerytalny do 67 lat - rewelacja! Młodzi ciągle będą bez pracy, a starzy ledwo dożyją emerytury. Jak to ma się do polityki prorodzinnej? Raczej nijak - jak zakładać rodzinę, za co ją utrzymać? Po prostu ręce opadają i rzygać się chce.
   Za pointę niech posłuży cytat z mistrza Woody'ego:  "Wierzę, że tam w górze jest coś, co czuwa nad nami. Niestety, jest to rząd."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz