Kryzys – to słowo budzi grozę nie tylko wśród analityków finansowych i maklerów z Wall Street, ale także wśród zwykłych śmiertelników. Wszyscy wszędzie mówią o kryzysie. A ja się zastanawiam czy Wy go widzieliście? Bo ja nie miałam okazji.
Nie było go przed świętami w hipermarketach i galeriach. W okresie świąteczno – noworocznym nie widziałam go klubach i restauracjach.
W tym tygodniu nie spotkałam go w galerii handlowej ani w kinie.
Wszędzie pełno ludzi – kolejki w marketach, w sklepach spożywczych, w barach szybkiej obsługi. Problem z zarezerwowaniem biletu do kina – brak wolnych miejsc. W centrach handlowych w godzinach popołudniowych tabuny ludzi obładowane naręczem toreb ze wszystkich możliwych butików. No cóż, to mi nie wygląda na wielki kryzys, ani nawet na mały. Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, to fakt. Ale w obliczu kryzysu chyba nie bawilibyśmy się w klubach, nie jadali w restauracjach, nie spędzali miłego popołudnia w kawiarni, a wieczoru w kinie...
W tym tygodniu nie spotkałam go w galerii handlowej ani w kinie.
Wszędzie pełno ludzi – kolejki w marketach, w sklepach spożywczych, w barach szybkiej obsługi. Problem z zarezerwowaniem biletu do kina – brak wolnych miejsc. W centrach handlowych w godzinach popołudniowych tabuny ludzi obładowane naręczem toreb ze wszystkich możliwych butików. No cóż, to mi nie wygląda na wielki kryzys, ani nawet na mały. Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, to fakt. Ale w obliczu kryzysu chyba nie bawilibyśmy się w klubach, nie jadali w restauracjach, nie spędzali miłego popołudnia w kawiarni, a wieczoru w kinie...
Więc niezmiernie mnie ciekawi gdzież się podziewa bohater serwisów informacyjnych, bo w moim mieście jakoś go nie zauważyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz