poniedziałek, 28 listopada 2011

I że cię nie opuszczę aż do śmierci

              Dwoje ludzi. Już nie młodzi, ale jeszcze nie starzy. Mieszkają pod jednym dachem, żyją obok siebie, są małżeństwem. Jedyna rzecz, która ich łączy to kredyt we frankach szwajcarskich.
Miłość, jeśli w ogóle kiedyś była, już dawno zdążyła się wyprowadzić, podobnie jak dorosłe dzieci, które od czasu do czasu wpadną czy zadzwonią, ale mają już swoje życie, swoje radości i smutki.
            Jak to się stało, że ludzie, którzy obiecali sobie przed Bogiem i rodziną wzajemną miłość i szacunek stali się dla siebie obcymi osobami? Prawie ze sobą nie rozmawiają, a jeśli już to robią, przeważnie kończy się wyrzutami o zmarnowanym życiu i zaprzepaszczonych marzeniach. Brak im jednak odwagi, by pójść na przód. Spakować swoje rzeczy i zamknąć drzwi z drugiej strony. I tak trwają obok siebie może jeszcze nie w nienawiści, ale wzajemnej niechęci.
            Człowiek jest istotą niedoskonałą, dlatego popełnia błędy. Niestety niektóre z nich dotyczą wyboru partnera życiowego. Miał być na całe życie, okazał się dobry na kilkanaście lat. Miał wspierać w chorobie i biedzie – potrafił tylko w dostatku i pełni sił.
Znam przynajmniej kilka takich małżeństw. I jestem przerażona. Jaką mogę mieć pewność, że gdy już zdecyduje się założyć rodzinę, za kilkanaście lat mój związek nie będzie wyglądał właśnie tak? Że mój książę z bajki, po 20 latach, nie zamieni się w pijącą piwo przed telewizorem ropuchę? Nikt mi  takiej gwarancji nie da. Czy warto więc dobrowolnie przyrzekać komuś, że się go nie opuści aż do śmierci? Nie wiem. Wydaje mi się, że niekoniecznie. Można przecież żyć w wolnym związku... Tylko czy wtedy łatwiej jest odejść? Chyba tylko, jeśli chodzi o formalną stronę rozstania, której w takim przypadku notabene nie ma.
Na koniec przydałaby się jakaś pointa, wniosek, złota myśl. Jednak nic takiego nie będzie. Może, gdy już pucołowaty Amor o rumianych policzkach trafi mnie swoją miłosną strzałą, zostanę tak porażona miłością, że wszystkie moje wątpliwości rozwieją się w oka mgnieniu. Wtedy pozostanie mi tylko mieć nadzieję, że to nie będzie krótkotrwałe uderzenie endorfin do mózgu...

3 komentarze:

  1. Takie życie Darka... nic na to nie poradzisz :/
    Co do wyboru partnera "na całe życie"...
    W obecnych czasach związek 20lat to już nie lada wyczyn... gdy średnio po 2-3-4... latach jest sytuacja jaką opisałaś wyżej...
    Poza tym... szukanie "księcia z bajki" (lub księżniczki - jeśli chodzi o mnie) nie ma najmniejszego sensu, ponieważ na poznanie drugiego człowieka potrzeba czasu... i często wyboru trzeba dokonywać w ciemno.
    Mój morał jest taki...
    Ta 'ropucha' (na pierwszy rzut oka) może wydawać się nieatrakcyjna, ohydna, niewarta uwagi i poświęcenia czasu... lecz w odpowiednich rękach może stać się prawdziwym księciem z bajki :D
    Dygresja...
    Kobiety urzeka blask diamentów... och tak - nie ma to jak pierścionek z tym małym dodatkiem... Ale mało która wie (lub zdaje sobie sprawę), że wcześniej to była bezkształtna, matowa bryła (nie warta by się po nią schylić), która dopiero w odpowiednich rękach (z poświęconym czasem i cierpliwością) stała się lśniącym i cennym diamentem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, tylko, że ropuchami mało kto się interesuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie... może pora zacząć :)
    Niektóre 'ropuchy' nie są takie na jakie wyglądają po lepszym poznaniu, tylko trzeba chcieć poznać te ropuchy :D

    OdpowiedzUsuń