wtorek, 6 grudnia 2011

Ale o co chodzi?

     6 grudnia. W radiu po raz pierwszy rozbrzmiewa "Last Christmas", w tv "Kevin sam w domu". Przedświąteczna gorączka w pełni. To właśnie ten czas, gdy u mnie pojawia się przedświąteczna deprecha. O tym, że nie cierpię świąt pisałam już tutaj.
Boże Narodzenie przyjdzie, minie, a po nim nastąpi Sylwester. Zastanawialiście się kiedyś co my w ogóle w tym dniu celebrujemy? Zakończenie roku, no tak! Ale jaki to powód do świętowania? Cieszymy się i bawimy, bo co? Bo przeżyliśmy kolejne 12 miesięcy, w ciągu których nie nastąpił koniec świata, albo (co już prędzej) nie pozabijaliśmy się na wzajem? 

     Ja co roku, jak wszyscy, mniej lub bardziej hucznie imprezuję w ostatni dzień grudnia, ale skoro tak de facto nie świętujemy niczego szczególnego, dlaczego więc nie urządzać sylwestra w lipcu? Tak jak "Lejdis". Przynajmniej byłoby ciepło...

5 komentarzy:

  1. To zrób w lipcu imprezę, ja chętnie wpadnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle ciekawie piszesz i też muszę dołożyć swoje 'dwa grosze' :)
    Masz całkowitą rację... to co teraz się dzieje to istne szaleństwo... szaleństwo zaślepiające zdrowy rozsądek większości ludzi, jak np. wyrzucanie masy pieniędzy na 2 dni Świąt by pokazać się innym lub nawet branie kredytu na to... istna paranoja!!!
    Nie cierpisz świąt?? Dlaczego?? Pewnie przez to wielkie zamieszanie jakie wtedy panuje oraz 'przymus' by iść tu i tu, robić to i to jak inni, do tego głupio się szczerzyć do osób, których nie zna się, widzi raz na rok, albo nienawidzi itd.
    Dobrze to rozumiem... dlatego ja w nadchodzące Święta, jak zawsze, mam spokój ducha... tylko jedna rodzina - moi rodzice i ja, nikt więcej, super atmosfera, do tego trochę więcej jedzenia niż w zwykły dzień (bo to Święta), byle starczyło dla wszystkich, bez przejadania się... A nie 12 potraw bo tak trzeba, a potem ból brzucha i nudności z przejedzenie itd... a potem wywalanie sporych resztek jedzenia (które zalega na stole) na śmietnik lub do kibla (jakie to nie chrześcijańskie i nieetyczne)... PARANOJA!!!
    Co do Sylwestra...
    Ostatni dzień roku?? A skąd wiemy, gdzie jest początek a gdzie koniec?? A skąd wiemy, że dziś jest czwartek a nie np sobota, albo że teraz mamy grudzień - a może naprawdę jest kwiecień... Bo ktoś kiedyś tak powiedział, ktoś sobie wymyślił i powiedział, że tak ma być... A może koniec roku przypada już dzisiaj, a może był tydzień temu, może w kwietniu na Wielkanoc (jeszcze bardziej pokręcone Święto, bo nawet nie ma konkretnego dnia, tylko musi zawsze wypadać w niedzielę... hehe)... a może ostatni dzień roku jest właśnie w lipcu... No właśnie - kto mądry ustalił takie fajne święto (Sylwester) w środku zimy :P
    Odnośnie 'świąt'...
    Ludzie zawsze świętowali, począwszy od tych prymitywnych z maczugą w ręku... po teraźniejszość i w przyszłości też tak będzie - taka ludzka natura... cieszyć się :D
    Tylko, że poza świętowaniem tego, co nas osobiści spotkało w życiu lub pośrednio nas dotyczy... zmuszani jesteśmy to "komercyjnych świąt państwowych i kościelnych" z których nawet część nie jest 'świętowana' jak powinna, a które dla pewnych osób są bardzo dochodowe, a Nas doprowadzają do systematycznego bólu głowy, bankructwa oraz coraz częściej - depresji!!!
    I w imię czego...
    -----------
    Robert

    p.s. Od teraz będę się podpisywał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. p.s.2. Wybacz Darka, że mój komentarz jest dłuższy nić Twoja wypowiedź ;)
    ----------
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  4. Spoczko.
    Ja w tym raku całe święta siedzę w domu, nie ruszam się do żadnej rodzinki, znajomych - nigdzie. Darka, kanapa i książki (w wiem, że Mikołaj przyniesie mi książkę, którą bardzo chcę przeczytać) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To miłego czytania przy choince :)
    ----------
    Robert

    OdpowiedzUsuń